A pisarzem, który podpowiedział mi jak uwieść czytelnika, jest…

No właśnie, nie miałam pojęcia kim jest pisarz, który jako pierwszy zrecenzował „Seryjnego fotografa”. Posługiwał się pseudonimem, więc nie sprawdziłam, sądząc, że chce zachować anonimowość. Odważyłam się zapytać dopiero w trakcie rozmowy telefonicznej i choć się przedstawił, to wstyd przyznać, wciąż nie miałam świadomości z kim rozmawiam.

Może i dobrze. Byłam tak stremowana dyskusją o moim dziele, że odbierało mi głos i brakowało słów… Musiałam brzmieć jak dwunastoletnia siksa, która modli się do Justina Biebera, a na marginesie zeszytów pisze: „Kocham Jurka”.

Mój recenzent, Belfer (duże „B” było zamierzone), podpowiedział mi parę warsztatowych trików. On mówił, a ja nerwowo notowałam każde słowo. Chciałabym, aby ktoś taki uczył moje dzieci…

Rekapitulując (dzisiaj chodzi za mną to słowo;D ), jeżeli człowiek, który tak pisze, wieszczy mi druk za rok, czy dwa, to nie zamierzam się zatrzymywać. Wypiszę sobie warsztat i świelaną przyszłość!;D

Już po rozmowie otworzyłam link, który dostałam od mojego recenzenta.

Miałam na linii Adama Przechrztę! Podesłał mi pilota do „Demonów Leningradu”!

Fragment, niepoprawiony, przeznaczony był dla mnie, ale pogooglowałam i znalazłam ulepszoną wersję na Merlinie.

Jeżeli nie czytałeś, to koniecznie przeczytaj!

Do napisania
K.

Kolejna opinia o „Seryjnym fotografie”

13-05-19-156

Kasiu, napiszę krótko – nie jest źle 🙂

Przeczytałem z uwagą, podesłałem do naszej Redakcji i tekst też został dobrze przyjęty. Jest trochę pracy redakcyjnej, ale nie tak wiele.

Jeśli masz w planach wydać to na papierze – wyślij do kilku wydawnictw, może się uda. Jeśli zdecydujesz się na ebooka – to my się chętnie podejmiemy wyzwania 🙂

Opinia przyszła dzisiaj nad ranem. Mimo wczesnej pory wypiłabym za to lampkę szampana, ale dopadła mnie okropna grypa.

Do napisania

Pierwsza recenzja do „Seryjnego fotografa”.

P1360106

Napłynęła od Prawdziwego Pisarza, w dodatku tego samego dnia, w którym posłałam mu tekst! To się dopiero nazywa wprawa! Króciutką recenzję (zgodnie z umową) dostałam mailem, ale następnego dnia umówiliśmy się z na rozmowę przez Skype. Jeżeli sądzisz, że na tym świecie nie ma życzliwych ludzi, to chciałabym wyprowadzić Ciebie z błędu.

A oto czego dowiedziałam się od zawodowca:

Opisuj miejsca, które znasz.

Po pierwsze nie powinnam urzędować w Nowym Jorku, bo rzuca się w oczy, że nie bardzo zapamiętałam to miasto. Od początku byłam tego świadoma, z drugiej strony miałam nadzieję, że opisując miejsce z punktu widzenia turystki będzie ciekawiej i publika dostrzeże entuzjazm.

Nic bardziej mylnego. Nie zapamiętałam NJ na tyle, żeby o nim pisać. Ale jest na to rada.

Mój recenzent podpowiedział mi pewien trik, wydaje się oczywisty, ale któż by o tym pamiętał…

”Czytelnik lubi czytać o tym, o czym nie wie!”.

Wystarczy więc wykopać kilka ciekawostek na temat miejsca, aby zainteresować „własną łazienką”. Być może budynek stoi na starym poniemieckim cmentarzu, a w rurach roi się od potępionych dusz…;D

Bohaterzy są mało wyraziści.

Znowu to samo, za poprzednim razem, znaczy przy „Rubinowej Twierdzy” miałam ten sam problem, potem to poprawiłam. Ale już widzę, że warto było jednak poświecić trochę czasu i przygotować sobie dossier poszczególnych osób. A tak znów czeka mnie praca od podstaw.

Koncepcja nie do końca przejrzysta.

Okazuje się, że na moim poziomie abstrakcji, tj początkującego pisarza, należy trzymać się planu, przynajmniej w przybliżeniu. Natomiast mnie poniosło. W ostatniej chwili przeplotłam fabułę pamiętnikami ofiary, pisanymi w narracji pierwszoosobowej reszta pisana jest w narracji trzecioosobowej. Za dużo grzybów w barszczu. Nie kombinować, tylko trzymać się planu! Do przepisania!

Na koniec zamierzam wspomnieć o tym co mój recenzent powiedział na początku naszej rozmowy, a co zostawiłam sobie na osłodę. Nie jestem grafomanką! Mało tego za rok, dwa mam szansę na publikację!

Kim był mój recenzent?

O tym w następnym wpisie;D

Do napisania

Czy to już obłęd?!

Statki i balony

Zastanawiam się ostatnio, czy przypadkiem nie przekroczyłam tej wąskiej granicy, która oddziela hobby od obsesji. Wieczorem wychodzi na to, że tak. Dopiero ranki rozwiewają czarne myśli i znów czuję, że latam.

Obsesja pisania – już samo w sobie brzmi strasznie… dalej definicja mówi, że osobnik nią opętany to, nikt inny tylko, grafoman.

Sprawę najlepiej wyjaśni pewien artykuł:

Kwadrans z grafomanem.

Polecam!:D

Do napisania

PS. Ten artykuł jest wstępem/na rozgrzewkę przed ciągiem dalszym, który nastąpi już wkrótce;D

 

Przeszłam selekcję wstępną!

„Rubinowa twierdza” przeszła wstępną selekcję i zostanie przekazana do czytania recenzentowi.

Takiej mniej więcej treści email dostałam ósmego maja od pewnego wydawnictwa. I to nie byle jakiego! Ach, żeby nie było, że to przyszło tak samo z siebie. Szóstego maja posłałam do nich prośbę o informację, czy otrzymali moją powieść i nieśmiałe pytanie o werdykt.

Po przeczytaniu maila posłałam wszystkim obecnym w kafejce internetowej szeroki uśmiech, potem z emocji mroczki zawirowały mi przed oczami, na szczęście barman dokładnie w tamtej chwili poprosił mnie o odbiór kawy. Traf chciał, że dzielił nas wysoki kontuar, w przeciwnym razie jego wyściskałabym jako pierwszego.

Dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie, że to jeszcze nic nie znaczy… bo recenzent może skierować kciuk w dół, ale dla mnie to już znaczy bardzo wiele.

Błagam, trzymaj kciuki!

Do napisania