Jak szybko uzyskać odpowiedź od wydawnictwa?

To prostsze niż przypuszczałam! Potęga nieuwagi.

Wystarczyło wysłać mailem propozycję wydawniczą. Odpowiedź przyszła błyskawicznie!

A brzmiała tak:
„Propozycje wydawnicze przyjmujemy jedynie w formie wydruku na adres naszego wydawnictwa. Więcej informacji znajduję się na naszej stronie internetowej […]”

No i na końcu nie było wprawdzie słowa „czekam”, ale przynajmniej „pozdrawiam”. Zawsze to coś!:D

Do napisania

Napisałam plagiat!

Podczas lektury „Trzeciego klucza” Jo Nesbo na przemian pociłam się i robiło mi się zimno. Książka wpadła mi w ręce tydzień temu. Ale zaczęłam ją czytać w sobotę. Nigdy wcześniej się z nią nie natknęłam i z pewnością nie widziałam adaptacji filmowej. Zresztą dobry wujek google podpowiada mi, że ta powieść Nesbo jeszcze nie zaistniała na Wielkim Ekranie.

No więc siedzę i czytam. Ofiara nie ma rodziny, nie ma w domu osobistych pamiątek, ani zdjęć, tu się zgadza! Wypisz, wymaluj mój seryjny!

Lecę dalej, okazuje się, że ofiara posługuje się tak zwanym kluczem generalnym, to taki system zamków, jednym kluczem można otworzyć zarówno wszystkie pomieszczenia wspólne w bloku mieszkaniowym, jak i drzwi do własnego mieszkania.

Ręce zaczynają mi drżeć, serce tłucze się jak oszalałe.

– Oddychaj – powtarzam sobie na głos

– Oddycha…

Mąż patrzy na mnie z dziwną miną. Wyczekuje, chciałabym mu powiedzieć, ale gardło ściska mi się z żalu. Wreszcie wybucham:

– Napisałam plagiat!

– Napisz o tym na blogu – wykrzykuje.

A ja czuję, że jak zaraz się nie położę to się osunę i walnę głową o drewnianą poręcz fotela. Piętnaście kaw i pół nocy później doczytałam do końca.

Tylko te dwa drobiazgi pokrywały się w powieści Jo Nesbo i moim „Seryjnym fotografie”.

Czy kiedykolwiek zdarzyło Ci się coś takiego? Jakby ktoś wszedł w Twoją głowę i wpadł na Twój własny pomysł? Pisz, proszę, w komentarzach.

Do napisania.

„Szortformy”

12-03-10-150

Piszę i piszę. Mam już prawie dwie powieści i z setkę opowiadań. Czasem męczy mnie, że nic z tego nie opublikowałam. To prawda, wciąż szlifuję warsztat, powinnam uzbroić się w cierpliwość…

Tak myślałam do dzisiaj, aż coś we mnie pękło. Postanowiłam utworzyć na blogu dział „szortformy”. Będę do niego wrzucać krótkie opowiadanka. W sumie to mój blog, mogę sobie na niego wstawiać co chcę.

Pierwsze opowiadanie, które odważyłam się pokazać nosi tytuł „Czerwony tramwaj”. Zostało zainspirowane dyktafonem koleżanki i ryczącym przez całe wczorajsze popołudniem alarmem w domu sąsiadów (nie, nikt się nie włamał, to jakaś usterka systemu przeciwpożarowego). Do napisania

A może to objaw choroby?

2010-10-19-276

Obiecałam napisać o mojej korkowej tablicy, ale zupełnie nie wiedziałam jak się do tego zabrać. Chciałabym powiedzieć, że to genialny wynalazek. Że jest nieodzowny przy składaniu powieści w całość. Że te małe karteczki z opisem scen i wszystkimi szczegółami o sferze uczuć bohaterów są mi pomocne.

Ale widzę uśmiech na twojej twarzy. No tak, wielka mi nowość. Wiadomo, że napięcie musi rosnąć. Po cóż więc zawracać sobie głowę ekstra robotą, po diabła ci te karteczki? Czy w twoim wieku możliwa jest skleroza? To tylko czterdzieści scen… Piszesz je od czerwca. Piłujesz od dziewięciu miesięcy, to prawie jak donoszona ciąża. Na prawdę nie byłaś w stanie zapamiętać treści własnej powieści? Powinnaś znać ją na pamięć. Come on…

Prawda jest taka, że pamiętam, oczywiście, że pamiętam fabułę. Nie pamiętam natomiast co działo się w duszach bohaterów. Czy on w tej czwartej scenie już chciał się do niej wprowadzić, czy jeszcze nie, nie pamiętam, czy już wspomniałam o przyczynie jego bolesnego rozwodu, nie pamiętam czy mówiłam, czy już zaczął brać witaminy, bo uznał, że ma dla kogo żyć, czy była mowa o tym, co czuła, gdy zdradził ją po raz pierwszy?

Uwierz mi, że tych wszystkich faktów, które dzieją się w duszy bohaterów, nie pamiętam… Nie śmiej się, ale one piszą się same.

Żeby oddać to co dzieje się we wnętrzu bohaterów wyłączam świadomość i pozwalam włączyć się podświadomości. Wtedy nie patrzę na monitor, gapię się w dal i pozwalam aby opuszki moich palców ślizgały się po klawiaturze. To ta część tekstu, w której jest najwięcej literówek, w której pojawiają się słowa, których nie używam na co dzień… To znaczy, znam je, obiły mi się o uszy i gdzieś tam we mnie siedzą, ale zwykle nie są mi potrzebne, wyskakują nagle, dokładnie wtedy kiedy powinny i pojawiają się na monitorze.

Pisanie na poziomie podświadomości porównałabym z pisaniem pamiętnika, albo listu do przyjaciółki. To świadome, to wpis na forum, albo praca magisterska.

Po to właśnie są mi te karteczki, aby w ramach każdej sceny streścić sobie również emocje, które targają bohaterem. Jeżeli okaże się, że trzeba zmienić sekwencję scen, bo zrobiło się za nudno, od razu przetasowuję emocje bohatera, żeby nie było, że w scenie walki on chce się do niej wprowadzić, a w następnej się od niej wyprowadza, choć nigdy u niej nie zamieszkał. O to właśnie chodzi z tą korkową tablicą.

Ciekawe jak jest u Ciebie jest z tym świadomym i nieświadomym pisaniem? A może powinnam się zacząć martwić? Może to objaw choroby? Pisz, proszę, w komentarzach.

Do napisania.