Dlaczego ta korekta tak długo trwa?

Dziś po raz kolejny padło to nieśmiertelne pytanie.

Ja chciałabym szybko, tymczasem moja Redaktor prosi i błaga, żebym robiła to powoli. Tłumaczy, że tylko taki sposób postępowania przysłuży się książce. Mówi, że po ostatecznej korekcie nie wolno mi będzie zmienić zdania, ani nawet dopisać słowa.

Przejęłam się, wzięłam sobie do serca tę ostateczność. Co prawda, miało być ostatecznie jakiś miesiąc temu i na to byłam przygotowana. Spójrzmy prawdzie w oczy – jeszcze cztery tygodnie temu oddałabym wszystko, żeby móc zakończyć poprawianie pierwszej powieści i zabrać się na dobre za pisania następnej.

Jednak w obliczu nacisków z zewnątrz, nie tych płynących z głębi mojego serca, wpadłam w panikę. Jeżeli faktycznie nie wolno mi już będzie nic zmienić, to muszę dopracować powieść do perfekcji. Już tak niewiele zostało do przejrzenia. A im bliżej tym dalej.

Pozdrawiam

Kasia Sikora

 

Wyjaśnienie

To już dzisiaj miał ukazać się fragment mojej książki. Tak się niestety nie stanie. Potrzebujmy więcej czasu na gruntowna korektę. Gdyby zależało to tylko ode mnie mogłabym składać jakieś deklaracje, ale tak nie jest. Korekta musi przyklepnąć ostateczną wersję, a to jeszcze chwilę potrwa.

W międzyczasie ja wciąż ślęczę nad poprawkami i uzgadnianiem faktów. Wczoraj ponownie przestudiowałam singapurską mapę metra oraz tamtejszą florę. (Nie miałam pojęcia jak ulotna jest pamięć.)

Dzisiaj zajmuję się zapachem cygar (to w końcu one mają aromat, czy cuchną) i taliami moich bohaterek oraz karnacją ich skóry, bo zabrakło konsekwencji. W dodatku z jakiegoś powodu wszystkie panie w aktualnie poprawianym fragmencie mają wąskie talie, jak to się stało?, zastanawiam się, a potem zmieniam.

Za chwilę zajmę się też sztucznym oddychaniem. Bo wciąż nie wiem czy po szwajcarsku uciskać klatkę piersiową trzynaście razy, a potem wdech. Czy obrać opcję bardziej uniwersalną – uciskać razy trzydzieści, a potem zastosować dwa wdechy?

O, tak właśnie ostatnio wygląda mój dzień. Dobre przynajmniej to, że wzięłam sobie wolne od codziennych obowiązków i mam czas, aby z pokorą ponownie przejrzeć tekst.

Pozdrawiam i proszę o cierpliwość.

Katarzyna Sikora

PS. To jak w końcu jest z tymi cygarami? Pachną, czy cuchną? Pisz, proszę, w komentarzach.