Bohater idealny

Ostatnio przeszłam do ostatniego etapu poprawiania. Pracuję nad postaciami, tuninguje je jak kto woli, i tak dalece się w ten proces zagłębiłam, że zabrakło mi czasu, nie! Cierpliwości, żeby jeszcze o tym mówić.

Może jednak warto o tym pogadać? Jestem jedną z tych osób, które muszą sobie zapisać wątpliwość, i wtedy dopiero zaczynają logicznie myśleć.

Do sedna więc, wciąż zastanawiam się nad fenomenem „udanych” bohaterów. Ogląda się ich lub czyta o nich jednym tchem. Jak to się jednak stało, że są tak wyraziści i interesujący, że chce się z nimi być, a nawet zaprzyjaźnić?

Na to pytanie od miesiąca staram się znaleźć odpowiedź i jedyne co mi się nasunęło po przeczytaniu tysiąca i jeden porad, to fakt, że postać musi bywać nieprzewidywalna, właśnie bywać, a nie być!

Jak nie stworzyć wariata, z którym nikt nie chce obcować, a czytelnik ucieknie zanim wariat pokarze swoje prawdziwe oblicze? Jak wystrzegać się mądrali, który zawsze wie lepiej? Nie chcę płaczki, ani nikogo zagmatwanego.

Błądzę między teoriami Księdza Tischnera a Forum Humorrum i wyłącznie pod kontem postaci oglądam i czytam. Może jeżeli uniknę tych pułapek, a postać będzie wystarczająco spójna… Chyba już wiem w czym rzecz!

Dobrze, że tak się rozgadałam. Wystarczy tylko trochę ociosać te moje postacie. Nie tak wiele przecież trzeba, żeby z beksy zrobić twardziela. To tylko parę skreśleń i kilka ekstra słów.

Ciekawe jak ty radzisz sobie z wyzwaniami? Pisz proszę w komentarzach.

5 myśli nt. „Bohater idealny”

  1. Dobre postacie tworzy King. Przeczytaj kilka jego powieści, a sama się przekonasz. Jack Torrence (Lśnienie), Duży Jim Rennie (Pod kopułą), Edgar Freemantle (Ręka mistrza)… Można by wymieniać i wymieniać. Zresztą, przeczytaj kingowski Pamiętnik rzemieślnika. Naprawdę warto.

    1. Zodiaku,

      Zgadzam się z Tobą. King jest dla mnie mistrzem jeżeli chodzi o tworzenie postaci. To właśnie Ci bohaterowie prowadzą mnie przez lekturę. Są tak doskonali, że fabuła jakkolwiek zmyślna nie ma znaczenia. Liczy się tylko reakcja bohaterów. Niestety moja bohaterka wyszła mi zbyt rozedrgana. Dopiero co, z braku laku, wróciłam do „Zbrodni i kary” no i wychodzi na to, że nieświadoma podobieństwa stworzyłam drugiego Raskolnikowa w spódnicy. Tyle że ten mój „Raskolnikow” ma przed sobą spore wyzwanie, a w takim stanie umysłu zwyczajnie mu nie podoła;D To tutaj diabeł jest pogrzebany.
      Pozdrawiam

  2. Kasiu, nie dalej jak wczoraj rozmawialiśmy o tym z moją grupą pisarzy (to nasza prywatna kontynuacja kursu PP na żywo :-)) i z ust mojej bardzo mądrej koleżanki Magdy padło, że czytelnicy chcą czytać o bohaterach, którym się udało, że to jest pierwszy i najważniejszy argument, dlaczego doczytujemy książkę do końca z wypiekami na twarzy.

    Przykładów jest milion: tysiąć razy oglądamy „Skazanych na Shawshank”, bo udało im się uciec, „Dirty dancing”, bo w końcu udało jej się zatańczyć i zrobić ten skok; urzeka nas Edward Cullen, bo się przespał ze śmiertelniczką itd. itp.

    Bohater oczywiście spotyka na swojej drodze tysiące przeszkód nie do pokonania, ale na końcu dociera do celu i myślimy: „Oł jeees, zajebiście, stary!” :-))

    Ściskam!

  3. Aaaa, natomiast w przeciwnej sytuacji, gdy bohater jest słaby, niezdecydowany, płaski, oglądasz film i myślisz: „no kurde, niech on wreszcie coś zrobi”, a bohater raz, drugi, trzeci nie robi nic, ty w końcu… zmieniasz kanał 🙂

    1. Kasiu,

      To są bardzo słuszne spostrzeżenia. Rzeczywiście trudno na dłuższą metę znieść niemotę. Właśnie przerabiam co po niektóre sceny, żeby dać bohaterce się wykazać. Problem, jak widzę, głównie tkwi w tym, że Anna ma sporo na głowie, w dodatku wszystko rozgrywa się w ciągu zaledwie kilkunastu dni i chyba właśnie ten wąski horyzont czasowy mocno mnie ogranicza, żeby jakoś radykalnie zmienić tę postać. Ale nie przestaję knuć. Właśnie wspomagam się drugą ćwiartką arbuza, zaraz pęknę, ale lepiej się myśli:D

      Pozdrawiam

      PS. Jest jeszcze jeden typ bohatera, który mnie osobiście wytrąca z równowagi. Szlag mnie trafiał, gdy moje dziecko oglądało kreskówkę „Sąsiedzi”. Organicznie nie mogę znieść jak ktoś wciąż coś psuje i rozwala. Doprowadza mnie to do autentycznej i niepohamowanej furii;D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *